Maskowanie zimą

Zima dotarła w końcu i do moich rodzinnych stron. Łatwo jej nie było. Po drodze napotykała różne nieprzewidziane trudności. Ocieplenia następowały na zmianę z mrozami, a śniegu nie było. Wreszcie jest i on. MARPAT-a wrzuciłem na dno szafy, odrzucając go jako kamuflaż niezdatny do zimowych strzelanek. Ale czy na pewno?

Na początku powinniśmy odpowiedzieć sobie na jedno bardzo ważne pytanie: czemu służy mundur na spotkaniu ersoftowców? Oczywiście nierozróżnianie milsimów, niedzielnych strzelanek i larpów byłoby wielkim nieporozumieniem. Skupmy się na zwykłych grach. Jeśli uważacie, że właściwości praktyczne – maskowanie, funkcjonalność i inne takie to bzdety, a liczy się taktyczna moda, to nie martwcie się. Nie ma w tym nic złego. Myślę tak samo, ale wiecie: ćśśś! Dla dobra wpisu. Jeśli przyciągnął Was tytuł artykułu, to pewnie jednak macie na uwadze nie tylko dobry wygląd ale także praktyczne przymioty waszego oporządzenia (nie żeby tacticool look nie był przydatny).

Jak narodziło się współczesne maskowanie?

Pod koniec XIX wieku Brytyjczycy zorientowali się, że żołnierzy we wdziankach  w kolorze purpury operujących gdzieś w afrykańskich Górach Smoczych, czy w porośniętej lasem tropikalnym Birmie, łatwo było wystrzelać, a jeszcze łatwiej dostrzec (nie ważne jak purpura nie byłaby królewska). Po zakrojonych na szeroką skalę badaniach brytyjscy stratedzy, nazwijmy ich John i Henry, usiedli przy herbatce. Do wąsatej głowy Henry’ego zawitał pewien pomysł:

Hej, John. Może wyposażymy naszych ludzi w uniformy w jakimś neutralnym kolorze?
Hm… Henry, to doskonała myśl!

Zaiste, Brytyjczycy zawsze mieli wspaniałych teoretyków wojskowości.

Nie żeby nie maskowano się wcześniej, także zimą. Już Rzymianie starając się powiększyć terytoria na wschodzie swojego imperium zbierali zimą srogi oklep w górach Tracji od chowających się w zaspach tubylców.

Maskując się na śniegu powinniśmy ustalić parę uniwersalnych zasad. Oczywistym jest fakt, że podstawą maskowania powinno być dopasowanie się kolorystyczne do otoczenia. W miesiącach „zielonych” bywa z tym ciężko, ponieważ istnieje masa różnych odcieni roślinnej zieleni. Za to, gdy świat spowije biały puch wszystko staje się prostsze! Czarno – białe z naciskiem na białe.
Na rynku militariów coraz więcej jest wyrobów pomagających maskować się w tym kolorze. Od poncz maskujących za trzy dyszki przez zrekonstruowane maskałaty z drugiej wojny światowej aż po komercyjne wyroby w Pencott Snowdrift albo Kryptek Yeti.

Ja osobiście posiadam komplet maskujący Bundeswehry wyrwany kiedyś w okazyjnej cenie. Kontrakt dla sił zbrojnych RFN. Ubiera się go na warstwę wierzchnią, ponieważ ani nie jest wodoodporny, ani ocieplany. Przelotki na kieszenie pozwalają korzystać z wewnętrznych warstw. Jego zaletą jest uniwersalność. Można go nosić zarówno przy zerze na termometrze jak i przy piętnastu na minusie. Wystarczy pod spodem ubrać się odpowiednio ciepło.

Droższym, ale za to o wiele ciekawszym wyjściem jest zakup komercyjnego szpeju. Nie żyjemy w Kambodży i żeby zakupić porządnego anoraka w kamuflażu „prywatnym” wystarczy wpisać odpowiednią frazę w guglu. Mimo oczywistych zalet kurtki w zimowym kamuflażu zaporą dla mniej zamożnych aesgejów są ceny – od 500zł w górę.

Jeśli z kolei odrzucimy pozostałe kryteria, a za priorytet przyjmiemy sobie niską cenę, to z powodzeniem znajdzie się szpej. Wspominane wcześniej ponczo Bundeswehry to bawełniana pelerynka do dorwania w necie za 30-40 złotych. Jest używana także w naszym rodzimym wojsku. Podobnie jak maskałat nie jest wodoodporny, jednak czego spodziewać się za taką cenę?

Skoro już zamaskowaliśmy siebie, to teraz czas by pomyśleć o zakamuflowaniu repliki i oporządzenia.

W ten sposób trafiliśmy do punktu wyjścia, przynajmniej jeśli chodzi o plecaki. Mamy do wyboru trzy wersje cenowe, nie różniące się zbytnio pod względem funkcjonalności.

Najtańszą opcją jest zakup poncha Bundeswehry. Tak, dokładnie tego najtańszego z części o maskowaniu siebie bezpośrednio. W końcu pod poncho wejdzie plecak. Nie mówię, że byłoby to najwygodniejsze rozwiązanie, jednak nie to ma być zaletą omawianego zestawu.

Opcją droższą, jednak zdecydowanie bardziej ergonomiczną okazuje się tutaj zakup osobnego pokrowca na plecak. W dziesięć minut znalazłem dwa nie przekraczające sześćdziesięciu złotych: z demobilu holenderskiego i … tak, zgadliście, demobilu Bundeswehry.

Aesgejom o naprawdę zasobnych portfelach polecam rozejrzeć się za kompletnymi plecakami w zimowym kamuflażu. Dla przykładu, widziałem już na własne oczy Janysporta PS 20 w zimowym DPM.  Kolejna z rodzimych firm, Helikon-tex produkuje plecaki w kamuflażu Pencott Snowdrift.

Jeśli jednak zdecydujemy się na zakup pokrowca na zasobnik, to powinniśmy pomyśleć o szelkach i pasie biodrowym, które wystają spod kamuflującej narzutki. By coś z tym zrobić możemy ukraść matce, żonie, dziewczynie, teściowej prześcieradło (mniejsze straty moralne, nikt nas za to nie zabije ani nie powiesi) albo obrus (uwaga! po wybraniu tej opcji nie gwarantuje bezpieczeństwa). Po dokonaniu niecnego czynu płachtę należy pociąć na pasy materiału według własnych upodobań i obwiązać nimi w kółko szelki i pas biodrowy. Hełm z pokrowcem można zamaskować w ten sam sposób albo zakupić dodatkowy biały czepek.

Rozważamy rozwiązania airsoftowe, a nie wspomnieliśmy jeszcze o giwerach. Co z repliką? Jak ją zamaskować? Po co? Czy to coś da?

Odpowiem na postawione pytania od końca:
Tak, da. Strach na twarzach przeciwników, gdy w końcu zorientują się, że to nie zaspa, a inny gracz. No i realnie poprawi właściwości maskujące. Ale kto by tam o to dbał. Liczy się tacticool look, jak już przecież ustaliliśmy.

Replikę maskujemy, ponieważ ludzkie oko przyzwyczajone jest do wychwytywania sylwetek niektórych rzeczy. Kojarzycie takie stare filmy, gdzie pokazuje się lotnikom sylwetki czołgów i samolotów przeciwnika? Dzięki wyuczeniu się ich, mózg podświadomie dokona identyfikacji, nawet jeśli zobaczy sylwetkę tylko kątem oka. Maskowanie polega głównie na rozbiciu sylwetki tak, by nie była jedną bryłą gotową do identyfikacji.

Możemy obwiązać replikę jak szelki plecaka albo pomalować na biało. Da się kupić zimowe frędzle a’la ghillie suit na replikę. Możliwości jest milion.

Gdy już zamaskujecie się według wszystkich tych rad, zobaczycie znaczącą poprawę w statystykach. W końcu gracz niewidzialny, to gracz „żywy”. Na dodatek wasze foty podbiją serca dziewcząt jak Internety długie i szerokie. No chyba, że nie wyjdziecie z domu po podarciu obrusu.

Podoba Ci się wpis? Podaj go dalej!

Autor: Świder

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook